Trenując w pocie czoła w Potchefstroom (RPA), Marek Plawgo przez cały marzec narzekał na południowoafrykańską kuchnię. - Na śniadanie można było dostać co najwyżej chleb tostowy, którego nie znoszę. Na domiar złego nie serwowano zup, które zazwyczaj stanowią podstawę mojej diety. Zaraz po powrocie do Polski rzuciłem się jak wilk na pieczywo i zjadłem ogromną porcję żurku z jajkiem i kiełbasą - zwierza się Plawgo, który z RPA przyleciał zadowolony, bo udało mu się zrealizować założenia treningowe. Wszystko wskazuje na to, że w tym sezonie zdobywca dwu brązowych medali na ubiegłorocznych mistrzostwach świata w Osace (400 m pł, 4 x 400 m) będzie w życiowej formie (starty rozpocznie 1 czerwca w Berlinie).
Źródło Aktualności Sport.pl