Na treningu Andriej Arszawin wygląda jak odpowiednik „Paragona” z książki „Do przerwy 0:1”. Pokraczny, zamknięty w sobie chłopak z ulicy, który zdaje się mieć za przeciwnika cały świat. Robi łaskę odkopując piłkę podaną mu przez kolegę. Tak było na przedostatnich zajęciach drużyny Guusa Hiddinka przed półfinałem z Hiszpanami. Ale podczas gry zmienia się w baterię napędzającą drużynę. Chętniej podaje, niż sam strzela.
Źródło AktualnoÅ
Time:
czwartek, styczeń 1st, 1970 at 01:00
Category:
Comments:
You can leave a response, or trackback from your own site.
RSS:
You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed.
Navigation: